Jak długo trzymać na głowie kosmetyki do włosów?

• sobota, 28 lutego 2015 25 komentarzy:
No właśnie ;) Na pewno kiedyś zastanawiałyście się nad tym, jak długo powinno się trzymać na włosach i głowie kosmetyki do pielęgnacji, takie jak szampony, odżywki, maski, oleje, wcierki itd. Dla niektórych to pewnie błaha rzecz i żaden problem, ale czasami zły czas trzymania tych produktów sprawia, że kosmetyk nie działa tak jak powinien i wyrządza więcej szkody niż pożytku.

1. Szampony
Z każdym szamponem sprawa jest o tyle prosta, że nie trzeba go długo trzymać na głowie. Po prostu: na naszych włosach spędza on dosłownie kilka minut, do momentu aż piana z szamponu nie pokryje całego skalpu, czyli dopóki nie zostanie on równomiernie rozprowadzony i zmyty. W przypadku szamponów leczniczych kierujemy się informacją zamieszczoną na opakowaniu lub ulotce. Jeśli producent nie podał takiej informacji (choć to raczej niemożliwe) to stosujemy tak jak normalny szampon (dla naszego bezpieczeństwa).

www.allegro.pl

2. Odżywki
Je najczęściej trzymamy po myciu na włosach kilka minut, szczególnie te drogeryjne. Mają nadać naszym włosom połysku, gładkości i ułatwić rozczesywanie. Można też używać ich przed myciem i trzymać je na włosach około pół godziny.


www.beautyshow.pl

3. Maski
Maski powinnyśmy trzymać nieco dłużej niż odżywki. Nie opłaca się nakładać je kilka minut, bo to marnotrawstwo, no chyba, że mamy litrowego Kallosa i chcemy go szybko wykończyć :D Ja preferuję trzymanie masek od 30 do 60 minut. Na własnej skórze przekonałam się, że trzymanie ich dłużej wcale nie sprawi, że włosy będą ładniejsze. Przeciwnie! Maska może spuszyć włosy i zrobić z nich niezłe sianko.


4. Oleje
Te z kolei możemy trzymać ile chcemy. Serio, czasami gdy mam wolne, np. ferie, wakacje i nigdzie nie wychodzę zdarza mi się trzymać olej na włosach nawet kilka dni. To pozwala olejowi lepiej się wchłonąć i wcale nie szkodzi naszym włosom. Jednak to tyczy się tylko olejowania włosów, a nie skóry głowy. Na skalp olej powinniśmy kłaść tylko na maxymalnie 2-3 godziny. Nie zaleca się olejowania głowy dłużej, szczególnie jeśli mamy włosy i głowę nadające się już do mycia (bo są brudne). Długie trzymanie oleju na głowie powoduje namnażanie się bakterii, wypadanie włosów i podrażnienia.

www.kobietyka.pl

5. Wcierki
Je powinnyśmy wcierać zgodnie z zaleceniami na opakowaniu i ulotce. Niektóre możemy wcierać po umyciu lub codziennie i nie powodują żadnych podrażnień itd., a niektóre aplikujemy przed myciem tylko na określony czas, zazwyczaj jest to godzina lub dwie. Jest to bardzo ważne, szczególnie jeśli mamy wrażliwy skalp i jesteśmy alergikami, ponieważ substancje zawarte we wcierkach (alkohole, konserwanty i niektóre wyciągi z ziół) mogą nas silnie uczulić.


6. Płukanki
Z tym nie powinno być problemu, jednak przypomnę :) Płukanki stosujemy do ostatniego płukania włosów, tzn. że po płukance nie spłukujemy znowu włosów wodą. Czyli jakaś tam część płukanki zostaje na naszych włosach i skórze głowy do następnego mycia, ale tak właśnie ma być :)

www.doz.pl

7. Domowe maseczki
Mówię tu o maseczkach, które przygotowujemy np. z produktów spożywczych, czyli żółtek, drożdży, jogurtu naturalnego itd. Takie maski trzymamy od 15 minut do godziny, ponieważ przez ten czas zdążą one zadziałać, a odpowiednie substancje wniknąć do włosów, nawilżyć i natłuścić. Dłuższe trzymanie może powodować przesusz na głowie lub przeciwnie tłuste i trudne do domycia włosy. Ja obecnie stosuję maseczkę drożdżową na przetłuszczający się skalp na minimum pół godziny do godziny i efekty widać gołym okiem, ale o tym w innym poście ;)


www.mojedomowespa.pl

Buziaki :*
tyśka

Niedziela dla włosów (15): Nowy Kallos Omega + maseczka drożdżowa

• niedziela, 22 lutego 2015 33 komentarze:
Jakiś czas temu zakupiłam nową maskę do włosów i chwaliłam się nią w jednym z postów. Zapomniałam Wam napisać, że mam jeszcze jedną nowa maskę Kallosa: wersję Milk :) Kupiłam ją na pół z koleżanka, ale ona pierwsza testuje :) Omegi użyć już wcześniej, ale dostałam od migdałowej panny odlewkę maski Kallos Silk do wypróbowania i wypadało użyć, ale o tym może w innym poście ;) W końcu przyszła niedziela i czas na mojego nowego Kallosa, tak bardzo nie mogłam się doczekać!

Swoją niedzielę zaczęłam od zajrzenia do lodówki, wyciągnięciu drożdży i nie wypiciu ich, ale przygotowaniu maseczki na skalp, ponieważ walczę z okropnym przetłuszczaniem się włosów. Używam jej co 2 dni, czyli co każde mycie i powoli widać różnicę. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej :)


Jak przygotowuję maseczkę drożdżową na skalp?
Przeczytałam już kilka przepisów tej maseczki i w większości było napisane, żeby dodać maskę do włosów. Niestety wiem, że u mnie mogłoby nie skończyć się to dobrze i miałabym oklapnięte włosy. Postanowiłam zatem wybrać opcję: same drożdże. Biorę pół kostki drożdży, kruszę je w kubeczku i dolewam odrobinę wrzącej wody. Odrobinę, ponieważ konsystencja musi być gęsta, by nie spływała z włosów. 

Naolejowałam włosy olejem kokosowym na długości. Ostudzoną maseczkę drożdżową nałożyłam na włosy przed myciem, starałam się głównie na skórę głowy. Zmyłam po około godzinie, zazwyczaj robię to po 30 minutach, gdy nie mam czasu. Ale dzisiaj miałam :) Włosy umyłam szamponem Babydream i nałożyłam Kallosa Omegę na włosy od ucha w dół na ponad godzinę, bez owijania ich w turban (powoduje szybsze przetłuszczanie). Potem zmyłam maskę wodą. W końcówki wtarłam odrobinę olejku kokosowego, a następnie serum z Avonu. Robię tak już od jakiegoś czasu i włosy są lepiej zabezpieczone przed niszczeniem. Włosy po wyschnięciu nie były oklapnięte. Bił od nich blask, były miękkie i dociążone, ale końce i tak się powywijały. Omego, mam wrażenie, że się polubimy :)

Niestety, ostatnio końcówki coraz częściej mi się wywijają :(

Niedzielę uważam za bardzo udaną. Włosy dzięki drożdżom są ładnie odbite u nasady oraz nawilżone za sprawą maski. A Wy robicie podobną maseczkę z drożdży? Jak wrażenia po używaniu Kallosów?
tyśka

Recenzja: Olej kokosowy rafinowany Nacomi

• środa, 18 lutego 2015 26 komentarzy:
Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją mojego ulubionego oleju do włosów. Tak, zakochałam się w nim od pierwszego użycia :) Mam zaszczyt przedstawić Wam to cudeńko:

olej kokosowy Nacomi


Dlaczego go kupiłam?
Prawdę mówiąc po prostu nie wytrzymałam z ciekawości. Mam średnioporowate włosy, które kiedyś były nieco wysokoporowate i bałam się, że na moioch włosach olej się nie sprawdzi i będzie przyczyną tylko wielkiego puchu, a nie ładnych włosów. Jest jednak wiele dziewczyn, które nie mają włosów niskoporowatych, a u nich olej sprawdza się super. A więc postanowiłam go kupić, tym bardziej, że była na niego promocja w Hebe. Kosztował około 8 zł. Na dodatek spotkałam się z firmą, która rzekomo jest bardzo dobra :)


Opakowanie, zapach i wydajność
Niestety jest to olej rafinowany, więc nie pachnie kokosem... wogóle niczym nie pachnie. Jednak z tego co wiem, naszym włosom jest to obojętne, czy olej jest rafinowany, czy nie. Co innego jeśli chcielibyśmy używać go na skalp, wtedy nierafinowany jest o wiele lepszy. Jednak innego olejku nie było, a ja nie chciałam niewiadomo, gdzie szukać skoro spotkałam go tu i tak mnie kusił. Opakowanie jest bardzo ładne. Po okręceniu nakrętki mamy szybkę zabezpieczającą wykonaną z plastiku. Jest ona bardzo przydatna. Olej jest biały i ma konsystencję stałą, ale zmienia się w ciecz w bardzo ciepłych pomieszczeniach lub gdy postawimy go na grzejniku albo rozpuścimy w dłoniach. Olejek jest bardzo wydajny, w sumie jak każdy olej :) Starcza na długo, ubyło mi go trochę, to fakt, ale codziennie zabezpieczam nim końce i olejuję co 2 dni, więc to normalne przy tak częstym stosowaniu.



Jak olej działa na włosach?
Bardzo dobrze! Ładnie je zabezpiecza przed utratą wody i nabłyszcza. Ciągle piszecie mi w komentarzach, że mam ładne błyszczące włosy. Są one takie zawsze, ale za sprawą tego olejku po prostu biją blaskiem, naprawdę :) Olej super sprawdza się też używany do zabezpieczania końcówek. Czasami daję tylko go na końce, a czasami daję jeszcze odrobinkę mojego serum z Green Pharmacy. Zauważyłam też, że włoski po nim jakby trochę odżyły i bardzo delikatnie, ale się pogrubiły. Używam go czasem na skalp, ponieważ chcę w ten sposób nieco przyspieszyć porost. Robię to zazwyczaj raz na tydzień, bo mam niestety włosy przetłuszczające się.

Efekty na włosach

Podsumowanie
Z czystym sercem mogę polecić Wam ten olej. Bardzo dobrze się sprawdzi, nawet jeśli macie wysokoporowate włosy, ponieważ możecie go dodać do każdej maski lub używać tylko na skalp, wtedy nie powinien puszyć włosów. Jeśli jednak nie sprawdzi się polecam używać go na skórę, jest ona po nim mięciutka i gładka :) Ciężko jest z nim przesadzić i obciążyć włosy.



A Wy używałyście oleju tej firmy, a może innej? Jak się u Was sprawdził: polecacie czy raczej nie? :)


Buziaki :*
tyśka

Niedziela dla włosów (14): Maseczkowanie

• niedziela, 15 lutego 2015 28 komentarzy:
Ostatnio na blogu Anwen przeczytałam o sposobie blogerki Henri na "wprasowywanie" we włosy maseczek i odżywek. Postanowiłam przetestować i sprawdzić jakie efekty przyniosłoby to na moich włosach. Od razu uprzedzam, że w tej niedzieli nie ma dużo kosmetyków, ponieważ chciałam zobaczyć, jak sprawdzi się ta metoda. poza tym niedawno zauważyłam, że im mniej ląduje na moich włosach tym lepiej, pod warunkiem, że kosmetyki muszą polubić się z moimi włosami :)


Na czym polega pomysł Henri?
Henri wymyśliła metodę 300 sekund. Polega ona na tym, że dzielimy włosy na 2 lub więcej części. Wylewamy maskę lub odżywkę na ręce, zaczynamy nakładać i wprasowywać we włosy od ucha ku końcom. Czynność na każdej części powtarzamy 50 razy. W międzyczasie musimy 2-3 razy nałożyć nową porcję odżywki/maski, ponieważ poprzednia została już ładnie wprasowana. Po 5 minutach możemy zmyć odżywkę lub owinąć włosy w ręcznik/czepek i pochodzić tak po domu.


Co daje ta metoda?
Chodzi tu głównie o rozchylenie łusek włosa pod wpływem ciepła, co ma pomóc przeniknąć odżywczym substancjom przeniknąć do włosa. Poza tym stosując tę metodę mamy pewność, że odżywkę zaaplikowaliśmy na całe włosy, a nie tylko część ;) Więcej informacji znajdziecie w tym poście napisanym przez Henri ;)


Tak więc swoją niedzielę dla włosów rozpoczęłam od nałożenia gliceryny na dolną połowę włosów. Po godzinie nałożyłam też olej kokosowy oraz rzepakowy (głównie na same końce) i też trzymałam nie dłużej niż glicerynę. Włosy umyłam żelem do higieny intymnej Facelle, podzieliłam włosy na 2 części i zaczęłam cały rytuał :) Zaczęłam aplikować maskę Alterra granat i aloes. Potem nie zmyłam jej, a pozostawiłam na włosach jeszcze na kilka minut. Po tym czasie wróciłam do łazienki i spłukałam nadmiar maski. Zawinęłam je w koczka ślimaczka na całą noc :) Efekt rano był dość ładny, ale szybko zniknął. Po kilku godzinach miałam tylko delikatnie powywijane końce :( Jednak z efektu takiego maseczkowania jestem bardzo zadowolona. Włoski były o wiele gładsze i bardziej nawilżone niż zwykłe :) Z pewnością to zasługa tej metody, która mam zamiar stosować dalej i Was również do tego zachęcam :)


Przedstawiam Wam efekt na moich włosach:

Tak wiem, że przydałoby się podcięcie :D


A oto mój nowy Kallosik, którego wczoraj kupiłam :D

Buziaki :*
tyśka

Jak poradzić sobie z plątaniem włosów?

• wtorek, 10 lutego 2015 43 komentarze:
Plątanie włosów to jeden z najczęstszych włosowych problemów z jakimi mamy do czynienia i jaki znamy. Tak naprawdę mamy z nim do czynienia cały czas w mniejszym lub większym stopniu. Dlaczego cały czas? Znacie ten ból splątanych po nocy włosów? O ile mi ten problem nie przeszkadza za bardzo, ponieważ nie ma tragedii, o tyle czesanie włosów mojej młodszej siostry to istny koszmar. Wie o tym każdy kto próbował się tego podjąć i tak kończyło się krzykiem i łzami w oczach. W sumie to się nie dziwię, tak splątane włosy naprawdę ciężko rozczesać. Zazwyczaj i tak pada na mnie, no bo "ja się przecież znam tak dobrze na włosach". Wszystko da się wykorzystać przeciwko mnie, nawet tak fajny i miły dla mnie temat włosów :D Jeśli nie wiecie jak sobie z tym poradzić oraz chcecie poznać mój sposób na rozczesanie okropnych "splątańców" zapraszam :)

1. Olejować włosy
Najważniejsza zasada to olejowanie wlosów. W przypadku tak małej dziewczynki wystarczy raz na tydzień i niewielka ilość. U starszych dzieci i dorosłych warto olejować przed każdym myciem. Dzięki temu wygładzimy włosy, będą lepiej się układały, a problem plączących się włosów powinien zniknąć.

www.kobietyka.pl

2. Używać masek oraz odżywek do spłukiwania i bez
Maski i odżywki mają działanie wygładzające, więc warto ich używać przed i po myciu włosów. Te bez spłukiwania, czyli różnego rodzaju spraye i nie tylko, będą "strzałem w dziesiątkę". Zawierają silikony i różne olejki, które pomagają w rozczesaniu włosów.

www.kosmetyki-do.pl

3. Serum i olejki na końcówki
Na pewno macie w domu różne preparaty przeznaczone do zabezpieczania końcówek. Można stosować je również na długość włosów, ale z umiarem, żeby ich nie obciążyć.


4. Czesać kilka razy dziennie
Bardzo często jesteśmy tak zabiegane, że nie mamy czasu skorzystać z toalety, a co dopiero poprawić włosy, czy makijaż. Na pewno wiecie o czym mówię ;) Mi też często zdarza się rozczesać włosy tylko rano i po powrocie do domu, a to duży błąd. Szczególnie jeśli jest wilgotno, moje włosy lubią się delikatnie kręcić i plątać, a wtedy potrzebują szczotki, więc warto zmienić swoje nawyki i znaleźć te kilka sekund na rozczesanie włosów :)

archiwum.allegro.pl

5. Związywać z kitkę, warkocz lub koczka na noc
Warto włosy związać na noc, szczególnie jeśli mamy plączące się włosy. Zostawienie ich samych sobie w przypadku gdy wiercimy się na łóżku, to nie jest dobry pomysł ;) Oczywiście przed uczesaniem się na noc, rozczesujemy dokładnie włosy!

segritta.pl

A jak poradzić sobie, gdy dopiero teraz czytamy ten post a musimy już wyjść z domu?
Wystarczy kropelka oleju lub serum, wmasowujemy w nasze włosy i zaczynamy je czesać, ale od końcówek i powoli coraz bardziej w górę :) Ja tak zawsze je czeszę z przyzwyczajenia. To dobry sposób, jeśli do tej pory grzebień lub szczotka zatrzymywała się tuż przy głowie. Warto zaopatrzyć się w Tangle Teezer, który genialnie wygładza włosy, a przy tym nie sprawia bólu i nie wyrywa dużo włosów. 

Ciekawa jestem, czy Wy macie problem z właśnie takimi włosami? Jak sobie z nim radzicie? Macie podobne sposoby do moich?

tyśka

Niedziela dla włosów (13): Modyfikacja maski Kallos Keratin

• niedziela, 8 lutego 2015 31 komentarzy:
W związku z tym, że w lutym biorę udział w akcji włosomaniaczek i testuję moją ukochaną maskę Kallos Keratin, postanowiłam wykorzystać ją w dzisiejszej niedzieli :) Wiem jak działa solo na moich włosach i jestem z niej bardzo zadowolona :) Wiem również jak działa z innymi maskami i dodatkami, ale postanowiłam jednak dziś postawić na pewniaka, czyli maskę keratynową z dodatkiem gliceryny i mąki ziemniaczanej. 


Do 2 łyżek stołowych maski dodałam kilka kropel gliceryny, a następnie 2 naprawdę czubate łyżeczki mąki ziemniaczanej. Wymieszanie tego nie było łatwe, ale udało się. Otrzymałam gęstą, naprawdę gęstą konsystencję i było jej za dużo. Wszystko nałożyłam na włosy od ucha w dół, a resztki nawet na włosy na głowie. Trzymałam to mniej więcej 2-3 godzinki, dokładnie Wam nie powiem, ponieważ byłam zajęta i nie zwracałam uwagi na moje włosy. Po zdjęciu ręcznika ujrzałam nieźle posklejane włosy, które praktycznie wchłonęły maskę :) Byłam lekko w szoku, bo przecież maski było za dużo na włosach :) Umyłam je szamponem Babydream i nie nakładałam żadnej odżywki. Zabezpieczyłam je olejem kokosowym i moim serum z Green Pharmacy, którego nie ma na zdjęciu ;(


Jednak z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona :) Włosy były miękkie w dotyku (jak to po masce), ładnie się układały i o dziwo nie były oklapnięte. Niedzielę mogę uznać za udaną, mimo że skromną :)



A Wy lubicie maski Kallos? Macie swoją ulubioną? Lubicie wzbogacać swoje maski do włosów?


Więcej na temat wzbogacania masek: tutaj

tyśka

Trochę o tuningowaniu masek do włosów...

• czwartek, 5 lutego 2015 34 komentarze:
Bardzo często zdarza się, że kupujemy jakąś maskę, która potem nie sprawdza się na naszych włosach. Najczęściej jest ona za lekka dla naszych problematycznych włosów. Nie działa, nawet jeśli nałożymy jej więcej. W takim wypadku nie warto jej nikomu oddawać, czy wyrzucać, ale po prostu tuningować ją, czyli wzbogacać. Możemy dodawać oleje, nawilżacze (glicerynę, aloes, mocznik) lub proteiny (hydrolizowaną keratynę lub jedwab, cysteinę, kolagen). Ale zanim zaczniemy dodawać do niej różne składniki powinnyśmy dokładnie przeanalizować skład i zobaczyć, czego brakuje naszej masce, by dobrze działała. Bardzo dobrymi maskami do wzbogacania są maski Kallos oraz Serical.


alishianails.pl

Maska, która nie odżywia
Takim maskom najczęściej brakuje odżywczych protein, których potrzebują każde włosy - w mniejszej lub większej ilości. Wystarczy dodać zwykłe żółtko jaja lub kupić hydrolizowaną keratynę lub jedwab i dodawać kilka kropel do porcji maski. Do wzbogacania takich masek nadadzą się też świetnie cysteina oraz kolagen.

Za lekka maska
Maska jest za lekka, gdy nie dociąża odpowiednio naszych włosach, a wręcz po jej użyciu są lżejsze i fruwają jak piórka. Do takiej maski warto dodać odrobinę oleju, obojętnie jakiego. Nada się nawet najzwyklejszy rzepakowy, słonecznikowy lub oliwa z oliwek. Tą ostatnią każde włosy raczej kochają, więc będzie ona według mnie najlepsza z tych trzech opcji. Jednak to Wy znacie swoje włosy i wiecie, co jest dla nich najlepsze. Wystarczy kilka kropel do porcji, którą mamy zamiar nałożyć na włosy. Od razu zauważycie efekt :)

hairlovelo.pinger.pl

Za ciężka maska
Co zrobić jeśli maska jest zbyt ciężka i obciąża nam włosy? Wystarczy dodać odrobinę jakiegokolwiek nawilżacza. Jeśli nie chcemy zamawiać różnych półproduktów, możemy udać się do apteki i zakupić glicerynę. Dobry będzie też sok z aloesu i miód. Kilka kropel do porcji maski i od razu zauważycie różnicę. Ale jeśli macie zamiar zrobić zakupy internetowe i kupić półprodukty to polecam żel hialuronowy, panthenol i mocznik.

Domowe składniki do wzbogacania
W kuchni mamy wiele produktów, które możemy używać także do wzbogacania masek. Są to:
- żółtko - zawierające proteiny, idealne do masek, które nie odżywiają;
- miód - nawilżacz, do masek za ciężkich;
- glutek z siemienia lnianego - nawilżacz;
- mąka ziemniaczana - wygładza i nabłyszcza włosy;
- jogurt naturalny - nawilża i odżywia;
- oleje.


A Wy lubicie tuningować maski do włosów, czy wolicie się w to nie bawić? Jakie polecacie? :)
tyśka

Akcja włosomaniaczek: Testujemy Kallosy!

• wtorek, 3 lutego 2015 20 komentarzy:

Na blogu Anwen pojawiła się ostatnio informacja o nowej akcji włosomaniaczek :) Byłam przeszczęśliwa, gdy się o tym dowiedziałam i od razu się zgłosiłam. Nigdy nie brałam udziału w takich akcjach. więc jest to tym bardziej większa dla mnie radość. Wystarczy wypełnić kartę zgłoszeniową w tym poście, by wziąć udział. Akcja trwa cały luty, a my możemy wybrać sobie jedną maskę firmy Kallos, która chcemy przetestować :) Na zakończenie akcji Anwen doda ankietę, którą powinnyśmy wypełnić, co da potem porównanie, która maska najlepiej sprawdza się na jakich włosach. Uważam, że ta akcja jest naprawdę fajna i już w niedzielę użyłam mojego Kallosa Keratin - to właśnie go chcę przetestować. Będę go częściej używać, ale oczywiście z umiarem, ponieważ zawiera proteiny :)


Także gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału i testowania tych masek, bo według mnie zasługują one na uwagę - są tanie i dobrze działają na włoski! A to chyba najważniejsze :) Spieszcie się, bo Ania zbiera zgłoszenia tylko do 8 lutego. Dajcie znać, czy Wy też bierzecie udział i jaką maskę będziecie testować :)

tyśka


Niedziela dla włosów (12): Mix na głowie

• niedziela, 1 lutego 2015 34 komentarze:
Witajcie! Swoją niedzielę zaczęłam wczoraj około godziny 22. Na lekko zwilżone włosy nałożyłam: najpierw na końce maskę Alterra granat i aloes, a następnie na całą długość olej kokosowy i moją nową maskę - Isana Effektiv-Kur Oil Care :) Odczekałam kilkanaście minut, aby położyć naprawdę dużo maski Kallos Keratin, nie żałowałam sobie. Postanowiłam odżywić i nawilżyć trochę moje włosy przy nasadzie, które zazwyczaj nie są tak maltretowane jak reszta, ponieważ bardzo łatwo u mnie o oklapnięte włosy :( Planowałam dzisiaj umyć włosy Radicalem, by trochę je oczyścić. Ostatnio włosy zaczęły mi się szybciej przetłuszczać! Okropność... jednak nie dam za wygraną, nie będę ich myć przecież codziennie! Postanowiłam, że będę przez ferie robić maseczkę z drożdży na skalp i płukanki z mięty. Kto wie, może nawet zacznę pić te okropne drożdże... Postaram się je myć co 3, a nie co 2 dni. Ubezpieczyłam się też w suchy szampon Isany, nie dam im za wygraną :) No to to by było na tyle moich postanowień i walki z przetłuszczaniem :) Teraz wracajmy do niedzieli:



Tak "tłuste" od masek i oleju włosy, zaplotłam w warkocz i poszłam spać. Rano umyłam je Radicalem i na chwilę nałożyłam odżywkę Nivea Long Repair i zmyłam. Po czym dowiedziałam się, że jedziemy na zakupy, a ja miałam mokre włosięta... i musiałam je wysuszyć! Nienawidzę tego robić, bo potem są takie lekkie i wyglądają mizernie :( Zabezpieczyłam je sporą ilością serum z Green Pharmacy i podsuszyłam. Tak jak myślałam wyglądały mizernie, były lekkie i takie nijakie...







Na zdjęciach prezentują się lepiej, ale gdybyście zobaczyli je na żywo to pomyślelibyście, że mam max 5 cm w obwodzie kucyka :( Ogólnie to kolejny powód, że muszę bardziej o nie dbać i unikać suszarki, lokówki, prostownicy jak ognia... No i przydałoby się podcięcie, zastanowię się nad tym i dam znać!


tyśka
SZABLON BY: PANNA VEJJS.