Moja cera | Moje pierwsze kosmetyki mineralne Lily Lolo: Podkład Warm Peach, Puder Flawless Matte, Pędzel Super Kabuki + RABAT

• niedziela, 5 czerwca 2016

Nie wiem, czy wolicie żebym pisała tylko i wyłącznie o włosach, ale jak już kiedyś wspomniałam chciałabym, aby ten blog był również o innych moich zainteresowaniach, ale z zachowaniem głównego i jednocześnie mojego ulubionego tematu włosów. Mimo że nie jestem specem w pielęgnacji twarzy, a moja cera pozostawia wiele do życzenia, to chciałabym od czasu do czasu napisać coś dla Was w tym temacie. Dzisiaj na blogu pojawi się pierwszy taki wpis. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dowiecie się jaki typ cery posiadam, jak staram się ją pielęgnować i napiszę o moich najnowszych nabytkach kosmetycznych, które powinny być dla mnie właśnie idealne.



Moja cera jest trądzikowa. Mimo że rzekomo najgorszy okres dojrzewania mam już za sobą, to mam w sumie niecałe 18 lat, więc mój organizm jeszcze się rozwija. Właściwie kiedy dojrzewałam bardzo intensywnie, nie miałam problemu z pryszczami. Owszem na mojej twarzy gościła bardzo drobniutka kaszka i kilka zaskórników, ale na tle innych osób w moim wieku, miałam idealną i piękną promienną cerę. Cera zaczęła mi się "sypać" pod koniec 3 klasy gimnazjum, obecnie kończę 2 klasę liceum. Odwiedziłam wtedy kosmetyczkę, wycisnęła mi dokładnie te wszystkie niedoskonałości, wykonała maseczkę. Twarz rzeczywiście wyglądała lepiej i było tak przez dłuższy czas. Jednak potem były egzaminy, sporo nauki, wakacje, liceum... jakoś tak się złożyło, że nie było czasu na kolejne wizyty, a ja stosowałam dość mocne i wysuszające kosmetyki, bo wtedy myślałam, że przecież na tłustą twarz w strefie T, trzeba nakładać coś mocno wysuszającego. Musicie też wiedzieć, że moja skóra jest mieszana. Tłusta i trądzikowa tylko w strefie T, reszta czyli policzki i obszary położone obok nich są normalne, ale trzeba je nawilżać, ponieważ łatwo się wysuszają. Największy problem mam na czole. Mnóstwo malutkich pryszczy, które z daleka wyglądają okropnie. 

Moja pielęgnacja nie jest zbyt skomplikowana. Jestem na etapie poszukiwań najlepszych kosmetyków. Zauważyłam, że dobrze sprawdza się u mnie maść o działaniu wysuszającym Hascoderm, ale po jego zastosowaniu konieczne jest użycie dobrego nawilżającego kremu. Drobna kaszkę dobrze wygładzają też peelingi, zarówno te drogeryjne, jak i zwykły kawowy. Używam różnych glinek, a nawet olejów, ale z tymi bardzo ostrożnie. Moja skóra ma jedną zasadę: wszystko, ale delikatne i z umiarem. Lubię ją myć mydełkiem cedrowym i czarnym Babuszki Agafii.


Kilka miesięcy temu zauważyłam, że coraz gorzej spisują się u mnie drogeryjne podkłady. Usłyszałam wtedy dobre opinie na temat kosmetyków mineralnych. W tym czasie napisał do mnie sklep Costasy z propozycją testów ich kosmetyków. Pomyślałam, że to idealna okazja na zapoznanie się z minerałami. Zaproponowano mi podkład w wybranym kolorze, puder w wybranej formie oraz pędzel do ich aplikacji Super Kabuki. Otrzymałam dodatkowo próbkę bronzera, ale o tym za chwilę.

Przed wyborem odpowiedniego odcienia podkładu, musicie znać tonację swojej skóry, czy jest neutralna, chłodna, ciepła, a może oliwkowa.

Cera neutralna jest zbilansowana, nie jest ani różowa, ani brzoskwiniowa, ani żółta. Posiada żyłki w kolorze zielono-niebieskim. 
Cera chłodna jest różowa, a jej żyłki są koloru niebieskiego.
Cera ciepła ma odcień żółty, brzoskwiniowy. Żyłki są zielone.
Cera oliwkowa jest bardzo żółta w kierunku beżowo-zielonym, a żyłki są również zielone jak przy cerze ciepłej.

Znając swoją tonację skóry, możemy przejść do wyboru odpowiedniego koloru korzystając z tej tabeli.

Wybór podkładu wcale nie jest taki prosty. W sklepie doradzono mi kolor China Doll, ewentualnie Warm Peach, ponieważ moja cera nie jest typowo neutralna, ani typowo ciepła. Jest czymś pomiędzy i stąd też wziął się mój problem, jednak uznałam, że Warm Peach będzie lepszy, ponieważ ma troszkę więcej ciepłych, żółtych tonów. Pamiętam też, że chyba Ewa Red Lipstick Monster dobrała sobie China Doll, a jest ona bardzo jasną osobą, zdecydowanie jaśniejszą ode mnie. To był decydujący powód, dla którego zdecydowałam się zamówić Warm Peach. Jak się później okazało jest świetnie dobrany.

Podkład mineralny Lily Lolo można aplikować na wiele sposobów. Istnieje wiele szkół, które zalecają nakładanie go tradycyjnie na sucho lub na mokro. Początkowo, jako osoba kompletnie zielona w tym temacie, postanowiłam obejrzeć wiele filmików, a także wskazówki ze strony sklepu okazały się naprawdę pomocne. Zdecydowałam się nakładać podkład na sucho kolistymi ruchami. Można również wklepywać go za pomocą pędzla Super Kabuki, żeby uzyskać większe krycie, ale mi zależało na tym, aby przede wszystkim dawał dobre krycie, ale nie tworzył efektu maski i suchej skóry.

Od czego należy zacząć aplikowanie podkładu? Wysypujemy odrobinę na wieczko. Sitko wmontowane w słoiczek pomaga nam odsypać małą ilość, zabezpiecza przed wysypaniem całości na wieczko. Wystarczy na początek naprawdę kilka "sypnięć". Następnie wystarczy wziąć pędzel do aplikacji i zacząć wykonywać kuliste ruchy na powierzchni wieczka, tak aby jak najwięcej podkładu osadziło się we włosiu pędzla. Potem należy trzykrotnie uderzyć pędzelek o wieczko, aby usunąć nadmiar podkładu. No i zaczynamy jego aplikację. Nakładając go na sucho możemy wykonywać ruchy kuliste na całej twarzy lub wklepujące, aby uzyskać lepsze krycie. Sprawdzi się to przede wszystkim w okolicach oczu, jeśli chcemy ukryć cienie pod oczami oraz w miejscach, gdzie występują większe przebarwienia. W moim przypadku dość dobre krycie uzyskuję po 2 grubszych lub 3 cieniutkich warstwach podkładu mineralnego.

Jeśli chcemy zaaplikować pokład na mokro, potrzebujemy wody termalnej, toniku nawilżającego lub mgiełki. Jest wiele różnych opcji nakładania podkładu w ten sposób, ale ja polecam 3. Pierwsza z nich polega na odpowiednim przygotowaniu skóry. Musi być odpowiednio nawilżona, więc przyda się nasz ulubiony krem na dzień o lekkiej formule. Następnie, kiedy się już wchłonie, twarz spryskujemy najlepiej wodą termalną lub mgiełką i przystępujemy do nakładania podkładu tak, jak na sucho wykonując kuliste lub wklepujące ruchy.

Drugi sposób mówi, że na odpowiednio przygotowaną twarz nakładamy podkład w tradycyjny sposób, na sucho. Kiedy nałożymy już ostatnią warstwę, spryskujemy twarz delikatnie mgiełką lub wodą termalną. Dzięki temu efekt suchości na twarzy zniknie w okamgnieniu, a otrzymamy zdrowo i świeżo wyglądającą cerę.

Trzeci sposób aplikacji podkładu na mokro polega na tym, że spryskujemy nasz pędzel z odległości 15-20 cm mgiełką, a następnie w wieczku z podkładem, wykonujemy ruchy, aby umieścić w jego włosiu jak najwięcej podkładu. Tak przygotowany pędzel z podkładem przykładamy do twarzy. W tym sposobie najlepiej wykonywać ruchy pociągające w dół, aby uniknąć roztarcia podkładu w miejscu, gdzie już wcześniej go nałożyłyśmy.

Aplikacja podkładu na mokro sprawdzi się u osób z normalną, suchą, a także mieszaną skórą na twarzy. Jak wiecie sama posiadam mieszaną, tłustą w strefie T, a mimo to wolę aplikację właśnie na mokro, ponieważ dzięki niej uzyskuję naturalny efekt świeżej i wypoczętej cery.

Podkład mineralny Lily Lolo utrzymuje się na mojej twarzy bardzo długo. Oczywiście ściera się w ciągu dnia, ale w tak subtelny i równomierny sposób, że wcale tego nie widać. Po 10 godzinach jest na naszej skórze w bardzo małej ilości, a krycie jak wiadomo jest jeszcze mniejsze, ale mimo to największe niedoskonałości są przykryte. Tak jest przynajmniej w moim przypadku i nie ręczę, że dokładnie tak samo będzie i u Was, ale myślę, że na pewno podobnie. Podkład powinien spokojnie wystarczyć na kilka miesięcy stosowania, myślę że do pół roku jeśli używamy go tylko my same.


W przypadku pudru do wyboru mamy 3 rodzaje. Jako posiadaczka, cery tłustej i trądzikowej, wybrałam ten biały, absorbujący sebum - Flawless Matte. Jest to transparentny puder, który nakładam tylko na czoło, brodę i nos, aby nie świecić się w ciągu dnia oraz utrwalić podkład. Nakładam go tym samym pędzlem, co podkład. Jego zużyciu jest niewielkie, ponieważ wystarczy użyć go w naprawdę małej ilości. Podkład zdecydowanie szybciej się zużywa, zwłaszcza mając mamę o prawie identycznym odcieniu skóry :)


Skład tego matującego pudru jest bardzo prosty i... krótki. Zawiera on tylko w sobie 2 składniki: mikę i kaolin. Mika to surowiec mineralny wydobywany z ziemi i pigment mineralny. Nadaje perłowy i rozświetlony efekt skórze. Absorbuje sebum. Jest dodawany do podkładów, pudrów, róży, bronzerów oraz cieni do powiek. Kaolin to po prostu biała (porcelanowa) glinka, która jest chętnie i często stosowana w pielęgnacji cery przetłuszczającej się. Jest transparentna, a więc nie posiada pigmentu. Świetnie absorbuje sebum i to jest właśnie jej główne zadanie w tym kosmetyku.

Podkład natomiast ma nieco dłuższy skład, ponieważ zawiera przede wszystkim barwników, w końcu ma nadawać kolor i dawać krycie. Mimo to nadal jest krótki, treściwy oraz prosty, a przede wszystkim lekki. Znajdziemy tutaj mikę, tlenek cynku o właściwościach przeciwbakteryjnych. Tlenek cynku jest idealny dla cery trądzikowej i takiej ze skłonnością do zapychania oraz 3 naturalne minerały nadające barwę kosmetykowi.


Ostatnim sypkim produktem, który dostałam w miniaturowej wersji jest próbka bronzera. Nie wiem, czy wiecie, ale uwielbiam bronzery. Bardzo lubię się nimi malować, dlatego możliwość dostania próbki i sprawdzenie, czy się u mnie sprawdzi, bardzo mnie ucieszyła. Wybrałam bronzer w odcieniu Bondi Bronze. Sugerowałam się głównie kolorem i swatchami, które na wielu blogach bardzo mi się spodobały. Bałam się jedynie rozświetlającej formuły, ponieważ do tej pory wszystkie moje bronzery były w pełni matowe. Znalazłam wiele informacji, że taka forma z pewnością nada skórze głębi. W końcu mając na twarzy matowy podkład, matowy puder i jeszcze matowy bronzer, nie uzyskamy fajnego efektu. Muszę przyznać, że początkowo bronzer bardzo mi się spodobał. Jest bardzo dobrze napigmentowany. Wystarczy naprawdę niewielka ilość i można sobie nim zrobić plamę, więc trzeba uważać! Daje śliczny efekt rozświetlonej skóry, ale... jest dla mnie póki co nie za ciemny, ale za pomarańczowy. Jak tylko to zobaczyłam w przedniej kamerce telefonu, pobiegłam do lustra i faktycznie u mnie wygląda jakbym użyła cegły. Mniejsza ilość owszem załatwi sprawę, ale da też o wiele słabszy efekt, a ja nie lubię małego podkreślenia. Muszę po prostu poczekać, aż będę mogła się spokojnie opalić, wtedy będzie dla mnie z pewnością dobry. Póki co mam zamiar wykorzystać go na powieki jako cień do oczu. Trzyma się świetnie i ma dobry pigment. Jest idealny do łączenia z brązami. W swoim składzie zawiera mikę oraz barwniki.


W ramach współpracy ze sklepem Costasy otrzymałam do testów pędzel Super Kabuki. To pędzel służący od nakładania podkładu, również pudru. Ma mięciutkie, dobrej jakości syntetyczne włosie. Słyszałam, że jest miększy od niejednej Zoevy. Niestety nie mam możliwości porównania tych obu firm, ponieważ pędzle Zoeva nie są na moją kieszeń. Z tego pędzla nie wypadł mi jeszcze żaden włos, a myłam go już kilkanaście razy. Jest mały i poręczny. Jego całkowita długość to 7 cm, a włosie zajmuje 4 cm. To śliczna, mała i mięciutka kuleczka, która sprawia, że aplikacja podkładu to sama przyjemność. Można się nim po prostu zagłaskać, jest taki milusi. Obecnie na stronie sklepu jest na niego spora promocja, więc jeśli wahacie się czy kupić minerały i właśnie ten pędzel, to myślę, że warto sprawdzić wszystko na stronie. Istnieje również mniejsza wersja Baby Buki i jest przeurocza!


To co łączy wszystkie produkty Lily Lolo, zarówno kosmetyki, jak i pędzle, to to że mogą ich używać wegetarianie oraz weganie. Kosmetyki są w 100% naturalne, bezzapachowe i nie zawierają drażniących substancji. Nie wywołują alergii. Podkłady zawierają naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15. Są wodoodporne i niezwykle wydajne, ponieważ wystarczy mała ilość do jednorazowej aplikacji produktów. Nadają promienny wygląd naszej skórze, sprawiają że wygląda ona młodziej i świeżej, dzięki temu, że odbijają światło. Produkty mineralne Lily Lolo są idealne dla osób z problematyczną cerą, taką jak moja, którą zapycha bardzo wiele podkładów, korektorów i nawet sypkich substancji. Będą świetne dla osób z cerą mieszaną, normalną i tłustą, gorzej sprawa będzie się miała w przypadku osób z cera suchą, ale te raczej bardziej lubią się z podkładami płynnymi, które nawilżają ich skórę. Pamiętajcie, że firma Lily Lolo to nie tylko podkłady, pudry i pędzle, to również kremy BB, róże, bronzery, rozświetlacze, cienie do powiek oraz paletki, bazy utrwalające makijaż oraz szminki. Ceny produktów mineralnych są wysokie, ale w porównaniu z ich wydajnością oraz zbawiennym wpływem na cerę, są proporcjonalne. Bo właśnie kosmetyki, które miałam możliwość przetestować, na pewno zakupię ponownie. Moja cera znacząco się poprawiła. Nie przetłuszcza się tak jak wcześniej, nie ma już na niej tylu wyprysków. Jestem przekonana, że to zasługa właśnie przejścia z płynnej na sypką formułę podkładu. Na tą chwilę nie planuję wrócić do drogeryjnych podkładów, chociaż mam ochotę znaleźć tradycyjny podkład, który nie będzie mnie zapychał, uczulał ani wysuszał i będę mogła go używać cały czas. Póki co jestem zadowolona z kosmetyków Lily Lolo. Stwierdzenie, że jak tylko wypróbuje się sypkich, mineralnych kosmetyków, to nie wraca się już do zwykłych, jest jak najbardziej trafione!

Produkty, o których pisałam możecie znaleźć i zakupić tylko na stronie Costasy.pl

  • ♥ Podkład mineralny jasny w odcieniu Warm Peach 10 g w 40 ml słoiczku z sitkiem | KLIK
  • ♥ Puder sypki Flawless Matte 7 g w 40 ml słoiczku z sitkiem | KLIK
  • ♥ Bronzer średni Bondi Bronze miniaturka 0,75 g | KLIK
  • ♥ Pędzel Super Kabuki | KLIK


Mam też rabat 10% dla moich czytelników do 14 czerwca na każdy produkt z asortymentu Lily Lolo na hasło

TWLL1633

Myślę, że to fajna okazja, żeby pomyśleć o zakupieniu swojego pierwszego podkładu mineralnego. Jeśli nie wiecie jaki odcień będzie dla Was idealny, nie bójcie się skontaktować meilowo ze sklepem. Doradzą Wam lepiej, niż tylko sugerując się kolorami w grafice Google. Sama skorzystam z tego rabatu, ponieważ planuję kupić podkład mojej mamie i również zrobić zapas dla siebie, no i może skusić się na korektor.

Na koniec powiedzcie mi jeszcze co myślicie nad taką formą kosmetyków do makijażu, czy miałyście z nią styczność i jakie były wrażenia? Może chciałybyście spróbować, ale nie czujcie się jeszcze do końca przekonane? W razie pytań, śmiało piszcie w komentarzach, chętnie odpowiem na wasze wątpliwości i z chęcią je rozwieję :)

Pozdrawiam,
Patrycja

21 komentarzy

  1. Ja jakoś się przekonać nie mogę do kosmetyków mineralnych, chyba przez to że ceny mają troszkę wyższe niż podkłady drogeryjne, a ja produkty sypkie zużywam w zatrważającym tempie i boję się ze byłoby tu podobnie, a kosmetyk skończyłby mi się po miesiącu czy maksymalne dwóch :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że początki bywają trudne, ale od czego są posty na blogach, filmiki na yt oraz strona sklepu, która również zawiera sporo informacji. Trzeba po prostu się tego nauczyć, jak aplikować i wyrobić swoją ulubioną technikę. Podkład z pewnością wystarczy na 4 miesiące nawet przy zbyt dużym zużywaniu :) 6 miesięcy, które podałam to takie minimum, więc miesiąc czy 2 o których mówisz jest po prostu nierealne :) Bez obaw!

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy, pomocny post. A że mam takie problemy skórne jak ty, teraz będę wiedzieć które kosmetyki wybierać. Oby więcej takich postów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uzależniłam się od Lily Lolo. Teraz nie używam w sumie nic drogeryjnego oprócz cieni i róży :) Moją cera dzięki tym produktom bardzo się poprawiła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz bardziej mnie kuszą te podkłady. Hahaha też mam cerę mieszaną, tradzikową i kończę 2kl lo :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety nie miałam przyjemności ich używać. =/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jeszcze nie używałam typowo mineralnych produktów ale sybkie owszem tak np różne fixery :) moja cera też się przetłuszcza w strefie T kiedyś miałam bardzo duży problem z wypryskami, metodą prób i błędów nauczyłam się pielęgnacji bez potrzeby wizyty u kosmetyczki. Np produkty wysuszające do cery tłustej wcale nie pomagają. Gdy używałam takich produktów to pomagały ale tylko przez chwilę, później było gorzej, zapychały itp... Gdy używałam do cery normalnej i ogólnie kremy nawilżające, serum, zaczęłam stosować peelingi i maski algowe moja cera jest prawie idealna. Czasami mi coś wyskoczy ale to przed okresem 1-2 syfki, jedynie mam małe przebarwienia i trochę cienie pod oczami. Tak to nie mam większych problemów z cerą :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na pewno bym wypróbowała jakiś podkład tej marki jak i pędzel :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie miałam, ale mnie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja od niedawna używam podkładu z annabelle minerals, bo również mam problemy z cerą. Narazie jeszcze uczę się go aplikować :) Drogeryjne podkłady niestety mnie zapychały. Wolałam zainwestować w ten niż kupić kolejny, z którego nie będę zadowolona.
    Podoba mi się rozszerzenie tematyki Twojego bloga :) jednak w poście brakuje mi zdjęć jak produkt prezentuje się na twarzy albo chociaż na ręce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na obecną chwilę mam minerały annabelle minerals ale jak ne skończę to na pewno sięgnę też po lily lollo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie zobaczyłabym efekt na buzi :)
    Ja pisałam u siebie o Annabelle Minerals, które uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam identyczny kolor, właśnie Warm Peach z LL i jeśli chodzi o efekt na skórze to jestem zachwycona. To taka nasza druga skóra, która jak to skóra wygląda naturalnie i pięknie. Ten podkład genialnie łączy się z naszą skórą przez co powstaje piękny efekt. Nie ma efektu sztuczności Ani zbytniej pudrowości.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo przypadł mi do gustu kolor Popcorn :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Slyszalam o nim ale póki co jest poza moim zasięgiem :
    :-(. Super pomysl z rozszerzeniem tematyki bloga ! A poza tym to świetnie się Ciebie czyta :-) :-) :-*

    OdpowiedzUsuń
  15. Uzywam AM i LL. Oboe firmy bardzo lubie i stosuje roze, bronzery, rozswietlacze i podklady. Pudrow nie uzywam. Z Lily Lolo polecam podklady, rozswietlacze, zas z Anabelle Minerals kocham roze.

    OdpowiedzUsuń
  16. Podkłady Lily Lolo uważam za jedne z lepszych podkładów jakie miałam, nawet porównując je z płynnymi, ponieważ te bardzo mnie zapychały. Także polecam z całego serducha;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo lubię Lily Lolo, świetny post :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie motywacją. Cieszę się z każdego komentarza i staram się na wszystkie odpowiedzieć :) Jeśli masz jakieś pytania lub chcesz wyrazić swoje zdanie skomentuj lub napisz na mój e-mail. Nie bój się, nie gryzę, a czasami nawet potrafię pomóc ♥

SZABLON BY: PANNA VEJJS.